Jerzy Dziewulski.pl

2006-12-05 Chat Życia Warszawy

Zapis dyskusji internetowej na stronach Życia Warszawy.

Jaki jest największy koszmar antyterrorysty?

To ciekawe pytanie... W swojej historii jeszcze się z takim nie spotkałem. Ale wydaje mi się, że jedyne słowo, jakie tu pasuje, to bezradność. Czyli - nie wiem, co mam zrobić.

Był pan osobistym ochroniarzem Kwaśniewskiego. Jaka była najzabawniejsza sytuacja z panem w tej roli?

Polecenie Kwaśniewskiego doprowadzenia do spotkania z Jelcynem w trakcie pogrzebu prezydenta Francji, Mitteranda. Udało mi się przedrzeć przez ochronę amerykańską, przy pomocy rosyjskich sił bezpieczeństwa i szefa ochrony Jelcyna. Kwaśniewski spotkał się z Jelcynem na krawężniku przed katedrą Notre Dame i został mu przedstawiony. Sprawa jest rzeczywiście sensacyjna, bo musiałem prosić o współpracę ochroniarzy Jelcyna. Nawiasem mówiąc, do specjalnej rozmowy nie doszło, ponieważ Jelcyn był nawalony jak stary bombowiec.

Ile osób w danej chwili czuwa nad bezpieczeństwem prezydenta? Jak chroniony jest premier i inne najważniejsze osoby w państwie?

Tego nie powiem. Mogę tylko powiedzieć kilka słów na temat sprzętu. Samochody prezydenta i premiera to samochody specjalne, w wersji bezpieczeństwa B6 i B7, z takimi ciekawostkami jak szyby wykonane z poliwęglanu o grubości około 4 cm. Przednia szyba bmw może być odstrzeliwana z wnętrza pojazdu przez kierowcę. Samochód wytrzymuje wybuch dwóch granatów położonych na dachu. Wytrzymuje także ładunek wybuchowy umieszczony pod podwoziem do 2 kg C4. Posiada system wewnętrznego oczyszczania powietrza, posiada wewnętrzny system gaśniczy, pasażerowie są w stanie wytrzymać w nim podczas palenia się samochodu ok 20 minut. Ma doskonałe przyspieszenie, jak na ważący 4,5 tony wóz – 5 sekund do 100 km/h.

Funkcjonariusz BOR rozbija podczas papieskiej pielgrzymki pancerne bmw, kręcąc na parkingu bączki. Jak pan to skomentuje? Amator czy idiota? Pojedynczy przypadek, czy efekt złego systemu rekrutacji?

Zwykła nieodpowiedzialność. Funkcjonariusze BOR są przygotowywani do szybkiej jazdy i wykonywania gwałtownych manewrów, zwrotu pojazdu, zmiany jego kierunku, zajeżdżania drogi, poślizgów kontrolowanych. Robi się to jednak w trakcie ćwiczeń, a nie w czasie papieskiej wizyty.

Co pan sądzi o byłych komandosach, którzy zatrudniają się w prywatnych firmach i jadą na misje np. do Iraku jako najemnicy?

Ich sprawa, jak chcą dobrze zarabiać, to na szali muszą postawić własne życie. Nie ma innej możliwości zarobkowania w sytuacji, gdy ma się tylko taki zawód.

Jaki jest pana największy zawodowy sukces?

Trzynaście zamachów terrorystycznych zlikwidowanych. Nigdy nikt nie został nawet ranny, po mojej stronie.

Czy byli Legioniści Cudzoziemscy mogą wstąpić do grupy antyterrorystycznej?

To teoretycznie jest możliwe, ale trzeba się przede wszystkim rozliczyć z wojskiem.

Czy ma pan jakiś pomysł na swoją przyszłość zawodową?

A po co mi to. Polityką się nie będę już nigdy zajmował. Oczywiście, prowadzę firmę, ale żadnej reklamy nie potrzebuję. Poza tym, doszedłem do etapu ostatniej litery z trzech liter MRL - Marzyć, Ryzykować, realizować. Teraz jestem na etapie „Realizować”. Startuję w wyścigach samochodowych, skończyłem z motocyklami. Ścigam się na torach zagranicznych, nie dla pieniędzy, dla relaksu.

Na swojej stronie pisze pan, że grał w II lidze w piłkę nożną. Gdzie, jak długo i czy z sukcesami?

Grałem. W Pomorzaninie Toruń jako junior, a później w AZS AWF w Warszawie. Sukcesy? Raczej porażki. :) Za przeniesienie z Pomorzanina do AZS AWF niezgodne z kartą PZPN zostałem na rok zdyskwalifikowany. :) Podpisałem tzw. sztywną kartę dwa razy.

Jaki był najbardziej dramatyczny dzień w pana życiu?

Hmm... kiedy wylądowałem w szpitalu po jednej z robót. Byłem ciężko ranny, nieprzytomny i leżałem na łóżku. Po kilku godzinach odzyskałem przytomność, ale nie mogłem otworzyć oczu. Do pokoju weszła moja żona z lekarzem. Lekarz myśląc, że dalej jestem nieprzytomny, na pytanie żony "co z nim?", odpowiedział niezwykle prosto: "Jak przeżyje do jutra, to będzie żył".

"Cel uświęca środki" - czy popiera pan to hasło w walce z terroryzmem?

Nie do końca, ale generalna zasada jest taka: jak nie my, to oni. Jeżeli przyjmiemy zasadę, że my stosujemy bezwzględnie demokratyczne metody walki, to oni się z tego śmieją, zdając sobie sprawę z tego, ze mogą stosować wszystkie metody.

Mówi się o całkiem nowych mundurach dla polskiej policji. Czy nie uważa pan, że w dobie komisariatów w opłakanym stanie i wszechobecnych polonezów w służbie, są jednak ważniejsze wydatki?

Zgadzam się. Rzeczywiście, ważniejszym wydatkiem byłoby poprawienie warunków pracy. Nie chodzi tu o pensje, a o likwidację starych maszyn do pisania typu Optima. :)

Jest pan motocyklistą - w jaki sposób drogówka powinna walczyć z notorycznie łamiącymi przepisy motocyklistami, których w tradycyjnym pościgu nie ma szans złapać?

Nie jestem już motocyklistą i nigdy nim nie będę. W ostatnich dwóch latach przez idiotów – kierowców samochodów miałem dwa ciężkie wypadki. Przez siebie niezawinione. Ostatni wypadek, rok temu, miał miejsce w tunelu trasy WZ, kiedy jadąc 40 km/h, a mając przed sobą samochód z Lublina, zobaczyłem, jak kobitka prowadząca ten samochód nawraca...

Jaki jest odsetek kobiet w jednostkach antyterrorystycznych? Czy sprawdzają się w tej roli?

Już w zasadzie nie ma kobiet. A jak się sprawdzają, zaraz opowiem. Kiedyś w mojej i mojego kolegi jednostce postanowiliśmy zatrudnić kobietę - silną, wysportowaną. Wiązało się to ze wspólnymi wyjazdami na obozy sprawnościowe. Policjanci, mając pod bokiem fajne laski, spowodowali, iż wszystkie zaszły w ciążę. Skutek był tego taki, ze w ciągu roku policjantki odeszły na urlopy macierzyńskie.

Wielokrotnie powtarzał pan, że kobiety-terroryści są dużo bardziej bezwzględne niż mężczyźni. A jak to wygląda po stronie jednostek AT? Komu częściej zdarza się "przesadzić"?

To jest potwierdzone naukowo. Kobiety terrorystki są znacznie skuteczniejsze niż mężczyźni. W akcji antyterrorystycznej kobiety muszą działać takim samym systemem, jak mężczyźni. Tu nie ma mniejszej lub większej agresji. Musi być wykonanie polecenia, związanego z realizacja określonego zadania.

Na ilu obywateli powinien przypadać jeden policjant, aby mogli się oni czuć całkiem bezpiecznie?

Nie jest ważne na ilu, takie statystyki poprowadzą donikąd, ważna jest sprawność policjanta w zakresie wykonywanej pracy, i - powiem może nieszczęśliwie, ale szczerze - duże kompetencje oraz przekonanie, że się odwala właściwą robotę, a przełożony stoi za moimi plecami i w razie jakiejś nieszczęśliwej wpadki próbuje mnie obronić.

Co pan sądzi o powszechnym dostępnie do broni palnej? Czy każdy obywatel powinien mieć takie prawo?

W żadnym wypadku nie. Moje powiedzenie o przypadku, kiedy wszyscy będą mieli broń, używane jest dzisiaj przez wielu polityków. A mówiłem tak: "kiedy dziś jest, jak jest, spierający się w knajpie mężczyźni najwyżej dadzą sobie po ryju. Gdy wszyscy będą mieli broń, dadzą sobie po kulce". Czy tego chcemy?

Jest pan postacią kontrowersyjną - czy także w środowiskach policyjnych? Jak czuje się pan odbierany "wśród swoich"?

A na czym ta kontrowersyjność ma polegać? Na tym, że ktoś mówi, to co myśli?

Czy Polsce bezpośrednio grozi terroryzm islamski?

Tak samo Polsce, jak każdemu innemu państwu. Zdarzają się okoliczności, takie jak nasze zaangażowanie w Iraku czy Afganistanie, które to potencjalne zagrożenie pobudzają. Jeżeli ktoś myśli, że jakikolwiek kraj na świecie jest przygotowany do odparcia zamachu terrorystycznego, to jest w błędzie.

Czy z terrorystami, którzy gotowi są zginąć, powinno się w ogóle negocjować (np. w sytuacji z zakładnikami)?

To nie jest proste pytanie. Niektóre państwa stosują taką zasadę - nigdy nie negocjują, np. Izrael. Ale wiem ze swoich źródeł, że nie negocjują oficjalnie. Pod stołem – tak. Nie można stawiać tak sprawy, że nigdy nie negocjujemy, w żadnym wypadku.

Czy w dzisiejszych czasach dałoby się porwać samolot z Okęcia?

Jeszcze trzeba byłoby zapytać "i jak?". A wtedy mógłbym z tego pokoju już nie wychodzić, bo na dole czekaliby na mnie.

Terroryści biorą zakładników - jaki procent uratowanych świadczy o sukcesie akcji? Jak to było w przypadku akcji w Moskwie na Dubrowce, kiedy zginęło 130 zakładników?

Mówi się o 50 proc. To jest liczba, która jest czysto teoretyczna. Jeżeli sytuacja jest bardzo trudna, to niektóre państwa oczekują rozwiązania problemu nawet przy 70 proc. stratach.

Czy podjąłby się pan misji zaprowadzenia porządku na polskich stadionach piłkarskich? Jakie miałby pan recepty?

Próbowali mnie w to wcisnąć. Nawet kibice już pisali na mój temat. Na ścianie przy Łazienkowskiej jest napis "Dziewulski - ty k...". Nie podejmuję się rozwiązania takiej sprawy, bo mnie to po prostu nie interesuje. Widzę kompletną bezradność, także parlamentu, w którym ja byłem. Wówczas jedynymi argumentami były budowanie płotów oraz techniczne przeciwdziałanie, jeśli chodzi o zachowanie tłumu. Nikt nie rozwiązał problemu anonimowości konkretnego miejsca na stadionie. W Anglii jest tak, ze na określonym miejscu na stadionie siedzi konkretny człowiek, znany z nazwiska. To jest jego stałe miejsce. Poza tym kary są natychmiastowe, wprowadzane jeszcze tego samego dnia, a zakazy stadionowe są bardzo brutalnie realizowane.

W jaki sposób antyterroryści na ogół odstresowują się po akcji? Alkohol, strzelnica, a może muzyka poważna? :)

Dla mnie to była jazda motocyklem. Zostawiałem wszystko, wsiadałem na motor, jechałem do Częstochowy i wracałem z powrotem. Zdarzało się, że jazda do Częstochowy zabierała mi znacznie mniej niż godzinę. :) Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałbym po robocie usiąść w fotelu i słuchać Mozarta. Adrenalina tak pakuje, że jedynym wyjściem jest to, aby się dobrze spocić. O śnie przez co najmniej dwie noce trzeba zapomnieć.

Czy nadawałby się pan do służby w GROM-ie (przy założeniu, że wiek nie gra roli)?

A po co mam się nadawać? Robiłem swoje przez tyle lat, miałem okazje wykonywać największe operacje w historii tego kraju, ze służbami izraelskimi, jestem spełniony, jako jedyny człowiek w Polsce mam trzy odznaczenia za odwagę. Po jakie licho mi jeszcze GROM?

Jak powinien zachowywać się zakładnik?

Oczekuje pan wykładu, w kilku zdaniach odpowiedź jest niemożliwa. W najkrótszym opisie, powinien wykonywać polecenia porywacza.

Jak często (orientacyjnie) wzywane są na akcje policyjne jednostki AT?

O, bywa, że codziennie. Do różnych takich, nawet prymitywnych prac. Ale zdarzały się i prace niezwykle subtelne. Taką pracą było na przykład ściąganie kanarka z dachu domu zastępcy komendanta jednej z komend wojewódzkich. Kanarek uciekł jego córce z klatki.

Czy ogląda pan w telewizji polskie seriale i programu dokumentalne poświęcone pracy policji? Jeśli tak, to które i jak pan je ocenia?

Nie oglądam. Nie mam ochoty na to, aby przeżywać jakieś zdarzenia, w których nie biorę udziału. To jest niestety wada każdego prawdziwego policjanta.

Czy zabił pan kiedyś człowieka?

Nie odpowiem na to pytanie. Tak jak nie pokazuję broni i nie zatrzymuję innych z okrzykiem „bomba!”.

Dlaczego Pan Dziewulski ma taki dobry humor?

Bo nie jestem już politykiem, w ostatnich wyborach nie byłem kandydatem na posła. Realizuję swoje marzenia, mam na to czas. Tak Bogiem a prawdą - jestem szczęśliwy.

Czy nie brak panu słynnego detektywa Krzysztofa R. i czy wyśle mu pan kartkę z życzeniami na święta?

Dobre! Przecież od lat mówiłem, że ten facet to prymitywny typ, żerujący na ludzkich problemach. Przecież to ja mówiłem o jego metodach, które polegają na wyciąganiu pieniędzy i dawaniu ludziom nadziei, bez szans na ich spełnienie. No i co? Sądzono, że tu chodzi o jakąś zawodową konkurencję.

Czy mógłby pan wyrazić swoją opinię na temat uprowadzenia Krzysztofa Olewnika? Sprawa była prowadzona za czasów SLD?

Sprawa Olewnika to największy skandal w historii policji. Pan Olewnik, ojciec porwanego był u mnie wtedy, gdy jeszcze byłem posłem. Wówczas zobaczyłem, że za sprawą porwania jego syna stoją ludzie, którzy próbują zbić ogromną kasę. Podejrzewam o to także policjantów z Komendy Wojewódzkiej w Radomiu. Wszelkie ślady wskazują na to, że oszukiwali ojca uprowadzonego, starając się dać mu nadzieję, że sprawę wykryją. Taką samą metodę w tej sprawie zastosował Rutkowski, wyłudzając ogromne pieniądze od poszkodowanego. Ciekawostką jest to, że policjanci moim zdaniem próbowali zatrzeć ślady swojej przestępczej działalności, poprzez m.in. dziwną kradzież samochodu ze wszystkimi materiałami ze śledztwa w sprawie Olewnika. Wyjątkowo obrzydliwa sprawa, ale wiem, że prace w prokuraturze są już na ukończeniu i być może zarzuty zostaną przedstawione także policjantom.

Czy to prawda, że zeznawał pan w sprawie Lesiaka w 1997 roku, broniąc Kaczyńskich?

Tak, to prawda. Mimo różnic politycznych, zawsze wychodzę z założenia, ze w sytuacji, kiedy o kimś się pisze i mówi nieprawdę - a ja posiadam informacje, że w przypadku Kaczyńskich tak było - to moim gliniarskim obowiązkiem jest powiedzieć uczciwie, jak było. W tej sprawie zostałem wezwany do sądu pod koniec grudnia i tam złożę zeznania, także broniące Kaczyńskich. Bez względu na to, czy mi się to może podobać, czy nie.

Jak pan ocenia sprawę zaginięcia dwojga policjantów?

Sprawa przedziwna. Tylko nieodpowiedzialny, młody i niedoświadczony dyrektor biura z MSW mógł prosić komendanta komisariatu o taką pomoc, w postaci odwiezienia do domu. Być może ulegli wypadkowi, jadąc nad ranem do Warszawy, ale jeżeli w samochodzie nie znajdą ciał, oznacza to, że sprawa jest znacznie poważniejsza. Jeśli natomiast będą ciała, to sprawa jest oczywista. Tak oto głupota urzędników prowadzi do niepotrzebnych zdarzeń.

Dziękujemy za udział w czacie i zapraszamy na kolejny czat.

Pozdrawiam wszystkich.

Jerzy Dziewulski

Zapis dyskusji internetowej na stronach Życia Warszawy.

Powrót do aktualności

Jerzy Dziewulski
Stworzone przez Net Resolve - projektowanie aplikacji internetowych i tworzenie stron www, obsługa programistyczna przedsiębiorstw