Jerzy Dziewulski.pl

2006-01-30 "Ile wolno w walce z terrorem?" - polemika

Pan Konstanty Gebert
(Dawid Warszawski)
Gazeta Wyborcza

Szanowny Panie Redaktorze,

Z uwagą przeczytałem Pański artykuł pt. "Ile wolno w walce z terrorem" zamieszczony w GW z dnia 27.01.2006 r. Jest doskonały, chociaż dla mnie niestety zbyt dyskusyjny (pewnie o to także chodziło). Nie należę do tych, którzy twierdzą, że w walce z terrorystami można się uciec do środków pozaprawnych w myśl zasady, że cel uświęca środki. Należę natomiast do tych, którzy uważają, że czynami wyłącznie zgodnymi z prawem, tej walki wygrać się nie da.

Używa Pan moim zdaniem nieco ryzykownej tezy, podając przykład policjanta, który groził bandycie torturami, gdyby nie wskazał on miejsca ukrycia porwanego dziecka. Według Pana z moralnego punktu widzenia, to czyn godny uznania, zaś z prawnego niedopuszczalny. Z punktu widzenia publicysty-dziennikarza ma Pan rację. Ale tu postawić należy moim zdaniem podstawowe pytanie, czy prawo może rozmijać się z podstawowymi zasadami moralności przyjętymi przez demokratyczne państwa. W moralności przecież kryją się pewne wartości etyczne, takie jak między innymi dobro, prawda, sprawiedliwość i obiektywizm. Moralność, to także kierowanie się w życiu pewnymi normami w tym nakazami i zakazami. Czy zatem moralność, która wobec Pańskiej tezy może usprawiedliwiać działanie policjanta nie powinna być tą samą moralnością w przepisach prawa? Czy wobec tego należy sądzić, że na tych wartościach nie jest oparty kodeks karny? Wywnioskowałem (może niesłusznie), że według Pana to dwie różne moralności i dobrze, że Pan jasno o tym napisał. Pierwsza, to ludzka w swoich odczuciach i przekonaniach, że czyn policjanta może usprawiedliwiać osiągnięcie celu i druga kodeksowa, bezduszna nie rozumiejąca ludzkich odruchów, uczuć i wartości, czyli... ślepe prawo.

Panie Redaktorze! dotknął Pan niezwykle czułego miejsca o którym nie lubią mówić policjanci. Bo z jednej strony nadużywając siły, lub stosując przemoc dla osiągnięcia celu uwolnienia np. niewinnego dzieciaka z łap bandyty czują, że robią to w imię wyższego dobra, kierując się właśnie podstawowymi zasadami moralności, iż życie dziecka należy szczególnie chronić. I taki czyn nigdy nie zostanie zakwalifikowany jako działanie w stanie wyższej konieczności. Być może, jest to moralność subiektywna, ale to przed nim, przed policjantem, staje problem wyboru działania i potem skazania go za czyn moralnie dopuszczalny, lub zaniechania stosowania przemocy i na skutek tego np. śmierć dziecka. To nie my mamy prawo do pochwalania lub krytykowania takiego wyboru. Z Pańskiego artykułu wynika jasno, że lepiej jest w takiej sytuacji zaniechać czynu zgodnego z moralnym zachowaniem się. Lepiej zachować się zgodnie ze ślepą kodeksową moralnością, tak jest to po prostu zgodne z prawem.

Rozmijamy się tu w naszych ocenach.

Ja jestem praktykiem, stawałem przed takim wyborem wielokrotnie. Przyznam się Panu, że należę do tych barbarzyńców-policjantów, którzy dla ratowania życia uczciwego człowieka (nie wspominając o dziecku) obijałem pysk niejednemu bandycie. Byłem także obijany, ale to wkalkulowane jest w tą robotę. Nigdy, żaden z gliniarzy na świecie nie kalkuluje zimno w trakcie, gdy sprawa jest gorąca, gdy trzeba działać szybko, niejednokrotnie instynktownie, aby ratować czyjeś życie. Potem przychodzi refleksja, gdy jest już po sprawie, gdy udało się osiągnąć cel... czy warto było ryzykować swoim dalszym życiem, stosując środki, które uratowały życie niewinnego człowieka, ale mnie doprowadziły za kraty? To jest wybór każdego policjanta i my nie powinniśmy dyktować mu co ma robić, a szczególnie wskazywać, że lepsza jest ślepa prawna moralność niż ludzka, wynikająca z wartości etycznych. To, że ten niemiecki policjant, nigdy nie zachowa się tak jak uczynił to wcześniej, to oczywiste, ale za jego przykładem mogą pójść inni, dla których spokojne życie osobiste będzie więcej warte niż moralne zasady (te pozakodeksowe).

Nie popieram i nigdy nie popierałem prób prawnego zalegalizowania stosowania przemocy wobec zatrzymanych czy podejrzanych, ale zdarzają się takie przestępstwa (jak ten np. opisywany przez Pana niemiecki przypadek, który osobiście śledzę od dawna), że policjant staje przed ścianą, za którą mordowany jest niewinny człowiek i ma się zastanawiać czy wybić tę ścianę bandytą i wpaść tam ratując czyjeś życie? Prawdziwy gliniarz nie będzie miał dylematu... ściana wyleci razem z bandytą. Każdy, kogo dotknie podobna osobista tragedia oczekuje od policjanta, aby stosował wszystkie środki, nawet te niedozwolone w celu uratowania życia najbliższej mu osobie. Gdy prawne działania nie są w tym przypadku skuteczne, a jakaś forma przemocy, jedynie możliwa do osiągnięcia celu najwyższego (ratowania życia), czy można odpowiedzieć, nie!!! bo to niezgodne z prawem. Jest wówczas oczywiste, że szukamy wtedy relacji pomiędzy tym, co uczynił bandyta najbliższej mi osobie, a odpowiedzią... nie bo... to niezgodne z prawem. Temu błagającemu człowiekowi o pomoc śmiejemy się wówczas w oczy.

To ten, co potem oskarża policjanta w imieniu Rzeczypospolitej, powinien być nazywany człowiekiem z brakiem ludzkiej moralności.

Przeważnie, kiedy dyskutuje się na podobny temat, ale dotyczący terroryzmu, (że przypomnę dziennikarskie jęki w związku z używaniem podobno przemocy przy ich przesłuchiwaniu w USA i Polsce czy Rumunii) w naszym kraju szczególnie używa się takiego oto określenia jako przeciwwagę brutalnym praktykom... cytuję "są inne środki walki z tym zjawiskiem niż przemoc".

Otóż to sformułowanie ma załatwić sprawę w obszarze jedynie czysto politycznym. Ma wskazać rzekomą wiedzę, tego kto takiego określenia używa. "Są inne środki"... ale nikt nie podaje jakie. Typowy polityczny wytrych. A rzeczywistość jest taka. Dotychczas przed wydarzeniami 11 września stosowano metody taktyki walki z terroryzmem z pogranicza wartości nadrzędnych, w miarę moralnie czyste, kontrolowane przy pomocy dziennikarzy przez społeczeństwa. Dziś wiadomo, że terroryści w stosunku do tych społeczeństw będą się powoływać na działania humanitarne, ale wyłącznie swoich przeciwników nie swoje. Oni dopuszczają wszelkie najbardziej niehumanitarne metody w imię własnych celów. Potrafią ubierać swoje bandyckie akty w słowa o równości, biedzie, nierównemu podziałowi ekonomicznemu świata, wyzyskowi itd. A my walczymy "wartościami nadrzędnymi, moralnymi". Oni sieją strach i przemoc, systematycznie zdobywając przewagę nad cywilizacją demokratyczną. Kiedyś Franklin D.Roosevelt powiedział w trakcie II wojny światowej że cyt. "jedyną rzeczą której powinniśmy się bać jest strach". My już zaczynamy się go bać!!

Sam myślałem kiedyś, że najlepszym sposobem na zahamowanie terroryzmu jest zlikwidowanie rozwarstwienia społecznego. Nic błędniejszego!! W tej walce chodzi już o to, kto kogo, a jak dojdzie do tego jeszcze element religijny (a już dochodzi) to nic już nie powstrzyma szerokiego ruchu terrorystycznego. Eskalacja tego zjawiska postępuje w sposób falowy. Demokratycznymi metodami możemy sobie już tylko pogadać. Nie wiedząc jakich środków użyć do walki z terroryzmem, odpowiadamy często (na te niemoralne lub niedemokratyczne) że... są inne, ale nie mówimy jakie. Mówimy jakich nie wolno używać a jednocześnie nie wskazujemy jak zwyciężyć. To są wypowiedzi ludzi co do kompetencji których mam duże wątpliwości. Terroryzm i terroryści są niewidzialni i to jest ich podstawowa cecha. Nie wiedząc jak oni wyglądają, angielscy policjanci zastrzelili w metrze niewinnego człowieka. Gdyby mieli profil terrorysty, charakterystykę jego osobowości nie byłoby tego zdarzenia. A tak strzelali do terrorysty pozornego a nie autentycznego. Jak te informacje uzyskać? Tylko w drodze moralnych demokratycznych czynności? Jeżeli nie uczyni się tego w drodze konfrontacji, twarzą w twarz i osobistej rozmowy z terrorystami będą nadal takie wpadki.

Powołuję się często na żydów, bo stosując niekonwencjonalne (czasem niemoralne i niedemokratyczne metody) doszli do poziomu perfekcyjnych rozwiązań a mimo to nadal giną. Oni mówią, "aby pokonać wroga musisz go poznać, ale zrobisz to tylko wtedy, kiedy spojrzysz mu w oczy". Poznając terrorystę uzyskasz informacje, które pozwolą ci wyprzedzić to, co ma nastąpić. Nie wyprzedzisz... zginiesz. I taka jest moja konkluzja. Stosując moralnie usprawiedliwioną przemoc... demokratyczna ludzkość przeżyje. Stosując bezwzględnie ślepą moralność prawno-kodeksową ta sama demokratyczna ludzkość w obliczu bezwzględnego terrorysty może liczyć na zagładę.

Z wyrazami szacunku

Jerzy Dziewulski

PS. Wiele lat temu, kiedy zamierzałem napisać pracę doktorską na temat terroryzmu o którym niewielu ludzi wówczas coś wiedziało, przyjąłem po wielu latach badań tezę udowodnioną, że została utworzona tzw międzynarodówka terrorystyczna. I wówczas, za zbyt śmiałe użycie słowa zbliżonego do międzynarodówki socjalistycznej (co się źle kojarzyło) zostałem wezwany wysoko "na dywanik". Skończyło się na połajankach, ale los zetknął mnie w 2003 r. z tym samym człowiekiem i wówczas usłyszałem... to pan miał rację a nie my. Myślę Panie Redaktorze, że nie chciałbym mieć racji przy tej wyżej opisywanej sprawie.

Powrót do aktualności

Jerzy Dziewulski
Stworzone przez Net Resolve - projektowanie aplikacji internetowych i tworzenie stron www, obsługa programistyczna przedsiębiorstw