Jerzy Dziewulski.pl

2006-02-05 Czy już weszliśmy na grabie?

Niedawno, bo zaledwie 3 tygodnie temu w Wirtualnej Polsce ostrzegałem, że tworzenie własnych scenariuszy mimo, że na stole leży napisany przez dobrego scenarzystę i do tego korzystanie ze złych suflerów skończyć się może sporymi kłopotami. I oto go mamy, związany z tym, że co innego suflerzy a co innego rząd. Bo jak inaczej nazwać to, co zrobił dziennik Rzeczpospolita. Wchodząc głębiej w argumenty jakich używa Redaktor Naczelny, można zrozumieć dobre intencje i powody, dla których zdecydowano się na powielenie karykatur Mahometa. Jednak nie mogę pojąć, dlaczego tak poważna gazeta decyduje się na pokerową zagrywkę metodą "sprawdzam". I to w stosunku do siedzącego naprzeciw gracza, który tylko czeka na to, aby go do tego zmusić. Czy dziennikarze Rzeczpospolitej nie zdają sobie sprawy z tego, że argumenty ich są dobre i rzeczowe dla naszego europejskiego świata, ale nie dla świata niektórych wyznawców islamu. Tych, którzy chcą w sposób bezwzględny wykorzystać konflikty o pewnym podłożu religijnym i dążyć do eskalowania zagrożenia terrorystycznego.

Czy zatem za wszelką cenę, nawet za cenę wolnej demokratycznej prasy, mamy unikać tego typu zdarzeń? Nie, ale skoro przyjmujemy pewną zasadę że należy starać się zapobiegać zamachom terrorystycznym w różny sposób, to z drugiej strony nie możemy stwarzać otwartego pola do prowokowania zamachów i konfliktu. Konfliktu, który przyniesie wyłącznie same straty. Ja, wielokrotnie pisałem,że przeciwdziałanie terroryzmowi to także pewna forma wyprzedzania. Wyprzedzania zjawisk, zdarzeń, sytuacji, które mogą lub nawet wskazują na to, że zamach może nastąpić. W tej walce antyterrorystycznej należy trzymać się pewnej generalnej zasady: zlikwiduj to, co może stanowić zagrożenie.

Co miało przynieść to powielenie karykatury Mahometa z działań o których wyżej piszę? Moralne wsparcie tych gazet, które zrobiły to pierwsze? W obliczu napięć w świecie muzułmańskim, gdzie ortodoksyjni Jego wyznawcy usiłują skierować walkę terrorystyczną na tory wyłącznie konfrontacji pomiędzy religiami, uznać to należy za poważny błąd. Przecież to jest woda na ich terrorystyczny młyn. Odżegnujemy się od stosowania siły w rozwiązywaniu problemów ze światem wyznawców islamu, a z drugiej strony jakby na własne życzenie eskalujemy ten problem. Zamiast zlikwidować to, co stanowi zagrożenie, podsycamy je. Terroryzm przestał być wyrazem gniewu, a stał się bronią polityczną a przy pomocy takich publikacji, może stać się walką o podłożu religijnym o nieobliczalnym zasięgu . Ekstremiści muzułmańscy już wołają o święta wojnę z "niewiernymi", nawołują do podpalania budynków, flag, samochodów i wszystko w imię obrony świętości wartości muzułmańskich. Już nie walki politycznej a religijnej. Stawiam sobie także pytanie, jaki skutek (od tego, co zamierzali dziennikarze Rzeczpospolitej) przyniosła ta publikacja. Nie widzę pozytywów, poza trwaniem przy ocenie, że chodzi o pewne demokratyczne zasady, o prawo do swobodnego wyrażania myśli i opinii.

No to stało się temu zadość. Tylko czy przewidzieliście Państwo ewentualne czysto polityczne skutki takiego ruchu? Wydaje mi się, że nie. Można by ewentualnie zdecydować się na powielenie tych rysunków, gdyby w geograficznej strefie muzułmańskiej była stabilna sytuacja, gdyby nie było wojny, rozwarstwienia społecznego, frustracji związanej z pewnymi próbami także wykluczania ludzi świata muzułmańskiego z naszej strefy cywilizacyjnej.

A tak, na ich agresję, stosowaniem terroryzmu jako formy walki, odpowiadamy kpiną w najgorszym stylu. Niech ktoś w Polsce odważy się na opublikowanie karykatury Chrystusa, zobaczymy co się stanie i jaki będzie wrzask.

Jeżeli ktoś, kto pierwszy opublikował te karykatury myślał, że w ten sposób ukarze terrorystów muzułmańskich za stosowane przez nich metody, to postawić sobie należy tu podstawowe pytanie... Czy nadwyżka kary służy umacnianiu naszego europejskiego systemu państwowego. Bo to jest nadwyżka kary. Nie wykluczam i nigdy nie wykluczałem stosowania przemocy w stosunku do terrorystów. Bo jest to walka o przetrwanie, ale takie metody nie tylko nie przekonują mnie, ale są metodami prymitywnymi. Protestowałem przeciwko poszukiwaniu przez dziennikarzy rzekomych śladów pobytu terrorystów przetrzymywanych przez CIA w Polsce. Prowadziło to bowiem do niepotrzebnej konfrontacji. W świetle tego, co niepotrzebnie uczyniła gazeta tamte okoliczności wydają się mało istotne, ale już wówczas stawiałem sobie pytanie, czy czasem "nie wleźliśmy na grabie". Tym razem jednak już nie pytam a jestem przekonany że tak, problem jest w tym czy tylko nabijemy sobie trzonkiem guza, czy wybijemy zęby.

Jerzy Dziewulski

Tekst publikowany w Wirtualnej Polsce w dniu 5 lutego 2006 roku

Powrót do aktualności

Jerzy Dziewulski
Stworzone przez Net Resolve - projektowanie aplikacji internetowych i tworzenie stron www, obsługa programistyczna przedsiębiorstw